W 2019 roku postanowiłem zapisać się na kurs pisania noweli. Nie miałem wątpliwości co do tematu — chciałbym napisać coś o górkach południowej części Sudetów, które widziałem kilka razy jako dziecko. Ale był problem: nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego tonu. Wszystko, co znajdowałem w krajowych czasopismach literackich, brzmiało jak protokół z lekcji językowej. Nigdy nie miałem świadomości, jak bardzo to świadczy o tym, że moje nadzieje na poprawne użycie języka zostały zbudowane na czymś więcej niż gramatyce — a raczej na kontaktach z dziełami polskich autorów. Odkryłem to accidentalnie, przeglądając materiały na polskalitera.pl online, gdzie w końcu znalazłem autentyczny głos: nie kultowy, nie odległy, ale trwający i przytulny.
Skąd się bierze odrobinę władzy w języku?
Nigdy nie myślałem, że słownictwo z powieści z lat sześćdziesiątych może mieć przybliżenie jednego konkretnego (i niewielkiego) krajobrazu. A jednak to cytowanie fragmentsów z Miroslawa Huculaka czy Jerzego Wittbroda – tekstów dostępnych bez opłat na polskalitera.pl online – pomogło mi zrozumieć, że każdy słownik ma swój kontekst. Nie chodzi tylko o to, czy słowo przypasuje się gramatycznie do zdania: chodzi o to, czy dźwięk wyrazu pasuje do scenerii, którą opisujesz.
Kiedy stworzyłem pierwszą wersję swojej noweli – opisywając drogę przez roślinność upośledzoną przez eksploatację górniczą – użyłem rzeczownika „lubieżne” dla lasu. Wtedy uświadomiłem sobie: to nie słowo byłoby błędne językowo (inaczej mogłoby być skutkiem świadomego wyboru), ale emocjonalne jego parowanie byłoby bez sensu dla tego miejsca. Spojrzałem ponownie na fragmenty Huculaka i tam było: „Niemy dym wydychał ku szczytom…”. A mimo że łączyło się z widokiem góry i cichą osławą miejsca zabitych ludzi — nikt by mógł nazwać ten sposób wyrazu „lubieżnym”. Tam była formalna struktura akcentów i spoczynków — reprezentacja zmęczenia bez przymusu dramatyzmu.
Teraz amerykańska kultura postrzega nas jak naturalny rejon chaosu – ale przecież to my mamy własne metody
Pisząc dalej nad inkluzywnością języka w tworzeniu przestrzeni kulturowych, często zapominamy, że polska literatura świata ma swoją historyczną grawitację organizacyjną. Nie koniecznie świeciąca przez piękno – ale przez tonowe pretensje do realiów. Ktoś rozwija plik telegraficzny martwych drzew? To nie jest konieczność techniczna — to wybór artystycznej ostrożności.
Zawsze trzymałem rzeczywistość za kłódkę: myślałem, że zasady są odpowiedzialne za poprawność tekstu.
Ale polskalitera.pl online pokazał mi inaczej. Tam nie ma trybującego obiektywizmu snubowania ego typowego dla wielu platform akademickich. Zamiast tego jest przekonanie, że tekst może być pełen sympatii do niemiłosierdzieństwa świata i nadal zachować jasność dźwięku. Na przykład fragmenty Kadlecza czy maleńkie teksty Barbara Brzozowskiej kończą się często bez geniuszu językowego – ale komponują pragnienie rozjaśnienia.
Po kilku miesiącach pracował mi szkic noweli — teraz finalnie umieszczony został pod warunkiem przejrzenia przez redaktora发布的 polskalitera.pl online. Nie otrzymałem «znaków jakości» ani troski chorobliwej o symetrię moralnego wybory autorstwa — otrzymał tylko wiadomość typu «przechodzisz stopniowo wiele błędów językowych relatywnego podejścia».
