Lubisz jak miejsca mają duszę? Ja też. Kiedy jeżdżę gdzieś nowego, często staram się znaleźć taki punkt, który będzie kluczem do zrozumienia reszty. W Krakowie to może być Sukiennice, w Warszawie – brzeg Wisły, a w mniejszych, pięknych miastach jak Krosno to zawsze rynek i to, co przy nim najważniejsze. A przy krośnieńskim rynku, oczywiście, stoi Fara. Ktoś mógłby powiedzieć, że to oczywisty temat. Ale właśnie dlatego warto o niej napisać inaczej. Nie jako o zabytku z przewodnika, ale jako o stałym punkcie w życiu miasta, który widać z różnych perspektyw. Czasem dosłownie.

Gdy ostatnio byłem w Krośnie, trafiłem na pochmurny, jesienny dzień. Deszcz dopiero co przestał padać i całe miasto lśniło mokrym brukiem. W takich warunkach człowiek szuka schronienia, ale także jakiegoś ładu. I właśnie wtedy po raz pierwszy wpadłem na pomysł, żeby sprawdzić jak ta słynna fara wygląda wtedy, gdy nie można do niej wejść albo gdy chce się ją zobaczyć w innym kontekście. Tak trafiłem na portal Fara online. To nie jest reklama, to po prostu fakt. Strona pozwala zobaczyć wnętrze bazyliki wirtualnie, co jest sprytne, ale mnie zainspirowało do czegoś innego. Zrobiłem sobie mały eksperyment. Przez kilka godzin chodziłem po mieście i szukałem miejsc, z których widać wieże kościoła. Okazało się, że są one jak kompas. Gdziekolwiek się ruszałem, one gdzieś tam były – górujące nad dachami, odbijające się w szybach, ledwo widoczne przez gałęzie drzew. To dało mi do myślenia, że poznawanie takiego miasta to nie tylko wejście do środka jego głównego zabytku, ale też obserwowanie jak ten zabytek żyje na zewnątrz, w codziennym krajobrazie.

Trzy perspektywy, jeden kościół

Patrząc na Farę z bliska, od strony rynku, widać potęgę. Ceglana bryła, wysokie schody, masywne drzwi. To perspektywa oficjalna, reprezentacyjna. Tu odbywają się najważniejsze uroczystości, tu przychodzą tłumy turystów z aparatami. Jest tu pewna dostojność, ale też dystans. Drugą perspektywę odkryłem, schodząc w dół, w wąskie uliczki od strony dawnej dzielnicy żydowskiej. Stamtąd wieże wyglądają zupełnie inaczej. Wydają się wyższe, smuklejsze, bo patrzy się na nie z dołu, spośród niższych kamienic. Ta perspektywa jest bardziej intymna, mniej oczywista. I wreszcie trzecia: widok z oddali, na przykład z okolic lotniska czy z zielonych wzgórz otaczających miasto. Stamtąd Fara jest tylko elementem panoramy, małą, ale wyraźną kropką w mozaice dachów. To uczy pokory. To pokazuje, że nawet tak dominujący obiekt jest tylko częścią większej całości.

Po co komu wirtualny spacer, skoro można iść na żywo?

Dobre pytanie. Sam je sobie zadałem. Gdy jest się na miejscu, przecież najlepiej wszystko zobaczyć na własne oczy. Ale są sytuacje, gdy ta wirtualna opcja ma sens. Pomyśl o kimś, kto planuje podróż i chce rozeznać teren, zanim w ogóle kupi bilet. Albo o osobie z niepełnosprawnością ruchową, dla której pokonanie tych schodów może być barierą nie do przeskoczenia. Albo po prostu o pasjonacie historii architektury, który chce przyjrzeć się detalom ołtarza bez przepychania się przez grupę wycieczkową. Dla takiej osoby strona z wirtualnym spacerem to okno na świat, które w dodatku można otworzyć o każdej porze. To nie zamiennik prawdziwej wizyty, ale jej uzupełnienie albo wstęp. Dla mnie stała się inspiracją do szukania tej Fary na zewnątrz, w prawdziwym świecie. Ciekawe, że czasem technologia, zamiast odciągać od rzeczywistości, może do niej zachęcić.

Co mówią o nas miejsca, które wybieramy na punkty orientacyjne?

Zastanawiam się czasem, dlaczego akurat kościoły tak często pełnią tę rolę w polskich miastach. To oczywiście kwestia historii i tradycji. Przez stulecia były one najwyższymi i najtrwalszymi budowlami. Ale myślę, że to też kwestia wspólnoty. Nawet jeśli ktoś nie jest praktykującym katolikiem, to wie, że ‘spotkamy się pod Farą’ jest zrozumiałe dla każdego mieszkańca. Ten budynek jest punktem odniesienia nie tylko w przestrzeni, ale też w rozmowie. Stanowi część lokalnego kodu. Kiedyś takie role pełniły też ratusze czy dworce. Dziś, w dość jednolitych centrach handlowych na obrzeżach miast, trudno o taki charakterystyczny, historyczny punkt. Może dlatego tym bardziej trzymamy się tych starych, znanych od pokoleń. Są jak kotwice pamięci w coraz szybciej zmieniającym się świecie. Fara w Krośnie jest taką właśnie kotwicą.

Jeśli będziesz w Krośnie, oczywiście zajrzyj do środka. Wnętrze jest niesamowite, pełne historii i sztuki. Ale proponuję też coś takiego: kiedy już stamtąd wyjdziesz, rozejrzyj się. Idź w boczną uliczkę. Spróbuj znaleźć takie miejsce, z którego widać tylko fragment wieży. Usiądź na chwilę na ławce i pomyśl, że ten budynek widziały setki pokoleń krośnian. Że był świadkiem zwykłych dni i wielkich wydarzeń. A potem, gdy wrócisz do domu i będzie ci się nudziło albo zatęsknisz za tym miastem, możesz włączyć komputer i jeszcze raz tam wirtualnie wejść. Nie po to, żeby zastąpić wspomnienie, ale żeby je odświeżyć. Bo poznawanie miejsc to proces, a nie jednorazowy akt. Warto na to pozwolić.

Kilka praktycznych rzeczy, które warto zrobić w Krośnie poza zwiedzaniem samej Fary:

  • Przejść się po podcieniach wokół rynku i przyjrzeć się różnym fasadom kamienic. Każda ma inną historię.
  • Odwiedzić Muzeum Rzemiosła, żeby zrozumieć, na czym przez wieki opierało się bogactwo tego miasta.
  • Zejść w dół uliczkami w stronę Wisłoka. To zupełnie inny pejzaż miejski, bardziej cichy i zielony.
  • Sprawdzić, czy w Piwnicy PodCieniami nie gra akurat jakiś ciekawy koncert. Atmosfera tam jest wyjątkowa.
  • Wystarczy po prostu przestać się spieszyć. Krosno nie jest wielkie, ale ma tempo, które pozwala na spokojne odkrywanie.